Kiedy pojawia się miłość do dziecka?
Zainspirował mnie artykuł o kobietach, które nie potrafią pokochać swoich dzieci http://www.edziecko.pl/rodzice/1,79353, ... l#TRrelSST
To rzeczywiście jest straszne dla obu stron. Ja nie potrafiłabym potępiać takiej matki.
Sama nie kochałam Stasia od urodzenia. A jak ktoś pisze, że kocha swoje dziecko będąc jeszcze w ciąży, to dla mnie czysta abstrakcja. Coś zaiskrzyło jak zobaczyłam Stanisława na pooperacyjnej, ale to były tylko przebłyski. Gdyby na tamtym etapie ktoś mi go zabrał, to chyba mocno bym tego nie przeżyła - raczej byłby to brak czegoś, na co czekałam z zaciekawieniem - jakby mi ktoś prezent odebrał - trochę smutno, ale trudno. Prawdziwa miłość pojawiła się gdzieś po upływie miesiąca. Nie jestem w stanie dokładnie określić momentu, bo to było bardzo płynne.
Wiem natomiast, że gdybym go nie kochała, to te 9 miesięcy byłoby potwornie trudne. Bo często wściekam się na niego za nieprzespaną noc, ale wystarczy, że się do mnie uśmiechnie, albo zrobi coś fajnego, nowego, a ja już zapominam o tym, co było złe. Ale to działa tylko, jak jest miłość.
To rzeczywiście jest straszne dla obu stron. Ja nie potrafiłabym potępiać takiej matki.
Sama nie kochałam Stasia od urodzenia. A jak ktoś pisze, że kocha swoje dziecko będąc jeszcze w ciąży, to dla mnie czysta abstrakcja. Coś zaiskrzyło jak zobaczyłam Stanisława na pooperacyjnej, ale to były tylko przebłyski. Gdyby na tamtym etapie ktoś mi go zabrał, to chyba mocno bym tego nie przeżyła - raczej byłby to brak czegoś, na co czekałam z zaciekawieniem - jakby mi ktoś prezent odebrał - trochę smutno, ale trudno. Prawdziwa miłość pojawiła się gdzieś po upływie miesiąca. Nie jestem w stanie dokładnie określić momentu, bo to było bardzo płynne.
Wiem natomiast, że gdybym go nie kochała, to te 9 miesięcy byłoby potwornie trudne. Bo często wściekam się na niego za nieprzespaną noc, ale wystarczy, że się do mnie uśmiechnie, albo zrobi coś fajnego, nowego, a ja już zapominam o tym, co było złe. Ale to działa tylko, jak jest miłość.


Ale to naprawdę NIC osobistego 
