Ja się wychowywałam z psem, potem miałam dwa, nadal w domu są dwa, siostra ma jednego, teściowe za to suczkę, a nasze są trzy szczury. I powiem Wam, że wolę odpowiedzialność w postaci psa, niż szczurów, bo pies nie wymaga mycia klatki (poza przypadkami wymagajacymi klatki kennelowej przy lęku separacyjnym, ale to się da różnie wypracować). Młody ma od urodzenia kontakt z 4 psami, z dwoma spokojnie mogę go zostawić samego w pokoju, on je ciągnie za sierść, za wąsy, a psy nic, najwyżej się odsuwają, ale są nad podziw cierpliwe. Jak Młody wyje, psy są bardzo niespokojne, nieswoje.
U nas nigdy nie było psa kupionego, miałyśmy zawsze znajdy, jako dzieci znalazłyśmy np. bullterierkę po walkach (była workiem treningowym, wywalili, bo bardzo łagodna była), pomogłyśmy znaleźć dla niej nowy dom. Zresztą u nas były też ranne pisklaki, kocięta, raz niańczyłam myszątko, ale nie przeżyło, zbyt było wyziębione. Moje dzieci będą na pewno miały dwa psy, najchętniej suczki, być moze szczeniaki, na bank z adopcji. Jedna będzie Falka, a druga chyba Bajka

Na razie nie mozemy, bo oboje długo pracujemy i pies po prostu by się męczył długo sam w domu. Jak dzieci będą większe, na pewno będą z nami psy (przy kotach mąż się dusi), a dzieci będą angażowane w spacery, pielęgnację, szkolenie, karmienie i wizyty weterynaryjne. My tak miałyśmy z siostrą i to daje efekty - nie miałyśmy nigdy problemów ze spacerami, w ogóle z odpowiedzialnością, a na dodatek dobrze nam szła komunikacja z psami - 3 z 6, które u nas byly, miały problemy z agresją lękową, a my jako dzieci sobie z nimi radziłyśmy i wyprowadziłyśmy je na prostą. Dla nas to było naturalne, jak oddychanie. Do dziś świetnie sobie radzimy z "czytaniem" psiej mimiki, wiemy, który pies jest włóczęgą, bo tak,a który jest bezdomny i się boi. To jest cenna umiejętnosć.