Miałam kiedyś znajomą, która za mężem przyjechała do Łodzi.
Mąż okazał się draniem, rozwiodła się, została sama z małym dzieckiem.
Znalazła dobra pracę, co i tak było cudem bo przecież samotna matka, z małym dzieckiem to dla pracodawców potencjalne "zło"
Tylko pojawił się kłopot bo praca zmianowa, z nockami co kilka dni. I kombinowała w opiekunkami. Nowi znajomi tez pomagali ale na dłuższą metę nikt nie chciał na stale zajmować się małym w nocy. I tak często dziecko co nocna zmiana mamy albo spało gdzie indziej albo z kim innym.
Szukała wtedy właśnie jakiegoś klubu maluszka czy żłobka aby dziecko tam spędzało noce czy nawet na stałe chodziło.
Z tego co pamiętam coś tam znalazła ale nie było miejsc.
Może więc i takie miejsca są potrzebne, bo sytuacje życiowe są różne.
Cieszmy się jak nie musimy korzystać ale nie potępiajmy tych co muszą.