Przyjęło się uważać, że kobieta wychowująca dziecko nic nie robi. Czymże innym jest owe powiedzenie, że "siedzi w domu". Siedzi, pachnie i godzinami maluje paznokci, prawda??
Nikt nie płaci kobietom za opiekę nad domem i dziećmi, a to przecież praca na pełen etat a czasem i dwa. A przy mało współpracującym mężu i na trzy, niestety. Czy te z Was, które chwilowo są uziemione w domu z różnych względów, czują się niedoceniane? Czy czujecie się jak te kury domowe? Co robicie, by nie dać się codzienności?
A może któraś z Was właśnie dopiero teraz poczuła sens swojego życia i czuje się spełniona jako matka na pełen etat?
Osobiście mimo wielkiej miłości do moich dzieci, nie wyobrażam sobie rezygnacji z pracy. Wolę tęsknić niż siedzieć z dzieciakami całymi dniami. Kiedyś myślałam, że mogłabym być "kurą domową", gdyby mój mąż zarabiał na całą rodzinę. Dziś wiem, że by mi to nie wystarczyło.












Wiktor 












Czekam na wspólny czas, bo go mogę w pełni docenić, mogę się przez te kilka godzin bardzo zaanagażować we wspólne zajęcia i sprawia mi to radość. Jak pójde na L4, Wit będzie chodził do żłobka, żebym miała czas zadbac o siebie, ale po prostu będzie tam krócej.