malaJu pisze:Jedno pokolenie wystarczyło, by zaszły takie zmiany.
ale w odniesieniu do nas i naszych rodziców, tez wystarczyło jedno pokolenie aby nastąpiły aż takie zmiany. Świat się zmienia i nasze dzieci na te zmiany reagują. Tylko teraz te zmiany mają większe tempo.
malaJu pisze:Teraz, jak ktoś lata po podwórku jest z rodziny patologicznej, biedak
Ale to po części trochę nasza (rodziców) wina i tego, że staramy się tak bardzo zorganizować dzieciom czas zajęciami dodatkowymi. Są przecież dzieci, które zajęcia dodatkowe maja codziennie - jeśli dołożymy do tego jeszcze szkołę, odrabianie lekcji - to kiedy mają wyjść na podwórko?
Z drugiej strony się nie dziwię - bo przecież musimy zadbać o to, aby nasze dzieci miały opiekę, kiedy nas nie ma. A nie ma nas coraz częściej i więcej - bo takie panują warunki na rynku pracy niestety. Kto pracę ma - ten stara się ją utrzymać (w myśl zasady: z pracą źle, ale bez niej - jeszcze gorzej). Niestety, często kosztem czasu, który możemy poświęcić dzieciom.
lmyszka pisze:Za naszych czasów dzieci były dziećmi a teraz ...
to samo mówili nam nasi rodzice... I im - ich rodzice...
Puma pisze:niestety wszystko zmierza w tym kierunku, ze beda to dzieci wiekszosc czasu spedzajace w domu
Ja się nie dziwię. Jak może być inaczej skoro dzieciom dwu-, trzy-letnim kupujemy (ogólnie jako pokolenie dorosłych) tablety do zabawy?
szaraczarownica pisze:Ale to jest wina nasza i naszych rodziców.
Jak przeczytałam kilka pierwszych postów to myślałam, że tylko ja jestem takiego zdania.
I tez mogę podać przykład (z moich czasów) sąsiada, któremu przeszkadzaliśmy jak bawiliśmy się na trawie pod blokiem. Więc gdzie się zaczęliśmy bawić - na ulicy, bo tam nie krzyczą. Tyle, że tu znowu do akcji wkroczyli rodzice: nie wyjdziesz, bo znów będziesz grać w gumę na ulicy, lepiej niech Paulina przyjdzie do Ciebie się pobawić, itd....
ale dziś narzekamy, a też nic się w tej kwestii nie zmieniło. Jak przez ścianę mieszkała jeszcze była sąsiadka z trójką dzieci, to od innych sąsiadów słyszałam skargi: że u nich głośno, że te dzieci takie niedobre, głośne... a jakie mają być dzieci? - siedzieć cichutko w kącie i się nie odzywać?
Przykład inny: gdzie te dzieci mają się bawić na podwórku, skoro np. u mojej mamy wszystkie osiedlowe place zabaw, zniknęły, albo straszą zdewastowanymi huśtawkami na których strach posadzić dziecko? Jak byłam dzieckiem, to jak padało hasło: po szkole na placu zabaw! to pytaliśmy na którym? Bo w mojej najbliższej okolicy były co najmniej cztery.
Tak - nasze dzieci będą inne niż my. Tego wymaga od nich dzisiejsze społeczeństwo i dzisiejszy świat. Dostosowania się.
Ale wierzę też w to, że kiedyś (jeszcze nie w pokoleniu naszych dzieci - chociaz może?) - ktoś powie dość! I dzieci wrócą na podwórka. Tak samo jak część z nas wraca np. do drewnianych kloców zamiast kupić tableta.