mam chwilę, to mogę odnieść się do waszych komentarzy z wątku o chorobach dzieci
Blue pisze:Ja już kiedyś słyszałam opowieści o leczeniu sanatoryjnym u dzieci,że tam niestety też się choruje często,bo jest skupisko chorowitych dzieci (a bywa że nie wszystkie są zdrowe w 100% ).
malaJu pisze:DJak dla mnie sanatorium dziecięce to wylęgarnia chorób.
Ja mimo naszych przygód nie demonizowałabym tego sanatorium. W sumie to sytuacja wygląda tutaj dokładnie tak jak z przedszkolem. Są dzieci - są i choroby.
Natomiast to co mnie dziwi to podejście rodziców - z tego co zaobserwowałam to tylko Antoś miał odstawione zabiegi ze względu na chorobę, i tylko ja odizolowałam Julka od innych dzieci.
W pozostałych przypadkach - nie ma znaczenia: kaszel, temperatura, katar - wszystkie bez wyjątku chodzą na stołówkę i na zabiegi.
malaJu pisze:Dokładnie. Żeby nie było, że ściągnęłam na Was te nieszczęścia
Nie, spoko.
To dziwne "coś" Antoś najprawdopodobniej przywiózł jeszcze z Łodzi, a tak się nieszczęśliwie złożyło, ze tutaj wyskoczyły nam objawy.
Po powrocie jednak robię rozpoznanie w temacie, i jeśli Antos jeszcze w przyszłym roku będzie mógł jechać z opiekunem, to szybko składamy kolejny wniosek.
caixa pisze:Czyli jednak sporo prawdy w tym co piszą o sanatoriach.
Chorują - to prawda, ale my tez trafiliśmy na mało atrakcyjną porę roku.
Wydawało mi się początkowo, że inne dzieci się trzymają, a tylko nas dopadły choróbska. Jak wpadałam na stołówkę po posiłki, to wszystkie dzieci widziałam. Dopiero jak zaczęłam rozmawiać z rodzicami, to okazało się, ze jest inaczej. Ale dużo dzieci już przyjechało chorych.
Jak mam być szczera to tych sanatoryjnych chorób można się trochę ustrzec - ale kosztem aspołecznego życia. Trudno - nie muszę cała gromadką chodzić na spacery. Przeżyję jakoś te trzy tygodnie.
Większości opiekunów jak widzę nie specjalnie przeszkadza to, że dzieci na siebie kaszlą.
Sytuacja z wczoraj: spotykam się z jedną z mam pod gabinetem lekarskim, skąd ta wychodzi z plikiem recept i opowiada nam jak to jej córka kaszle i że obudziła się z temperaturą. Ale co? - zamiast iść do apteki to stoi i gada z nami i skarży się, że przez ta wizytę przepadły jej dwa zabiegi. Na kolejne oczywiście idzie, i na obiedzie też ja widziałam.
Blue pisze:Chyba lepiej by było pojechać w góry czy nad morze na własną rękę na poprawę górnych dróg oddechowych niż do sanatorium.
Tylko cenowo na pewno zdecydowanie mniej korzystnie dla portfela.
Podejrzewam, że całkowity koszt jaki tutaj musiałam za nas zapłacić, nie wystarczyłby na trzytygodniowy pobyt nawet dla jednej osoby. Biorąc pod uwagę, że w cenę pobytu mamy wliczone pełne wyżywienie, zabiegi dla Antosia i inhalacje dla nas, opiekę pielęgniarek i lekarską.