Poród naturalny

Wszystko, co wiąże się z tym wyjątkowym czasem - objawy, przebieg i opieka poporodowa

Re: Poród naturalny

Postautor: ava » 22 sie 2013, 19:58

lmyszka pisze:Ale potem przy każdym porodzie to słyszałam
To w moim szpitalu standardem jest chyba wspieranie rodzącej podczas parcia słowami "robimy kupę, robimy siku!" =)))) Słyszała to moja siostra, słyszała to dziewczyna, która rodziła w boksie obok mojego, no i ja też miałam "przyjemność" to usłyszeć :lol:
Awatar użytkownika
ava
SuperMama
 
Posty: 8962
Rejestracja: 13 lis 2012, 20:32
Has thanked: 38 times
Been thanked: 112 times

Re: Poród naturalny

Postautor: zbroziu » 22 sie 2013, 20:33

ava pisze:wspieranie rodzącej podczas parcia słowami "robimy kupę, robimy siku!"


to już coś :) przynajmniej bym wiedziała co mam robić =))))
ObrazekObrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
zbroziu
SuperMama
 
Posty: 3370
Rejestracja: 28 maja 2013, 21:05
Lokalizacja: Konstantynów
Has thanked: 27 times
Been thanked: 37 times

Re: Poród naturalny

Postautor: Kurczak » 28 sie 2013, 16:14

Mój poród był szybki i gwałtowny. Pierwsze skurcze obudziły mnie o 1:30. Od razu bolesne i od razu regularne co 7 minut. Poszłam do łazienki, przeczekałam dwa, stwierdziłam, że to chyba to, więc obudziłam Męża. Bolało coraz bardziej, skurcze się nasilały zarówno w mocy, jak i częstotliwości, więc nie czekając pełnej godziny, o 2:30 zadzwoniliśmy do Salve. Kazali niespiesznie przyjechać. Tak więc po szybkim prysznicu wyjechaliśmy, na miejscu byliśmy o 3:20. Chwilę czekaliśmy, bo przyjmowana była pacjentka. Lekarz mnie zbadał, rozwarcie było na 3 cm, skurcze już co 3 minuty. Po przebraniu się i wypełnieniu papierków wylądowaliśmy na sali porodowej. Tam zostałam podpięta pod KTG, później lewatywa i kolejne badanie, które dało mi zielone światło do znieczulenia. Przygotowania długo trwały, miałam już tak częste i bolesne skurcze, że pani anestezjolog miała problemy z wkłuciem. W końcu zawołała po pomoc, która musiała mnie trzymać, bo się wyrywałam :P Po znieczuleniu zrobiło mi się błogo, skurcze ustały, ja poczułam się głodna i zmęczona i chyba nawet na moment przysnęłam. O 8 była zmiana warty, kwadrans po przyszedł mój lekarz prowadzący, zbadał mnie i zaproponował przebicie pęcherza, co miało przyśpieszyć akcję spowolnioną przez znieczulenie. Zgodziłam się. Chwilę później rzeczywiście się ruszyło, nie wiem kiedy z 4 cm zrobiło się 7, a za chwilkę 10. Było więc za późno na kolejną dawkę znieczulenia. Niedługo potem poczułam bóle parte. Akurat pani położna była w sali obok, więc wysłałam Męża, żeby poszedł i ogłosił, że rodzę. Tak było rzeczywiście. Ból był dla mnie nie do zniesienia, straszny po prostu,dodatkowo Malutka się jakoś nie mogła wklinować, więc musiałam leżeć w dziwnej i niewygodnej pozycji. Nie wiem, ile trwały te bóle parte, ale o 9:24 Dianka była z nami. Jedynym minusem znieczulenia jest fakt, że nie mogłam skorzystać z piłki, worka sako, ani nawet chodzić. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Niemniej jednak nie wyobrażam sobie rodzić "na żywca", chociaż wiem, że dałabym radę, bo jakie bym miała wyjście? Malutką od razu dostałam na brzuch, pięknie przyssała się do piersi. Czułam się wtedy szczęśliwa jak nigdy, cały ból odszedł precz. Wtedy dostałam jakieś znieczulenie znowu i byłam szyta. Niestety popękałam, bo nie mogłam przestać przeć. W międzyczasie odeszło łożysko, ale nawet nie wiem kiedy. Około 11 zostałam przewieziona na salę poporodową. 5 godzin później wstałam pod prysznic, po którym czułam się jak nowonarodzona. Malutka na pierwszą noc również została ze mną i nie miałam większych problemów, żeby się nią zająć.
Poród był więc szybki. 8 godzin licząc od pierwszych skurczy, faza aktywna mniej niż godzinę.
Ja również usłyszałam, że jestem stworzona do rodzenia dzieci.
Mąż był absolutnie przez cały czas ze mną.
Mimo bólu nie do zniesienia, to jest najpiękniejszy dzień w moim życiu.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
Kurczak
SuperMama
 
Posty: 4258
Rejestracja: 17 lis 2012, 11:14
Has thanked: 21 times
Been thanked: 54 times

Re: Poród naturalny

Postautor: weroniczka » 17 wrz 2013, 9:59

warto sprobowac tensu, pisalam juz o nim w innym watku, wiec nie bede sie powtarzac. tens na tak!:) pozdrawiam was mamuski!!!:*
weroniczka
 
Posty: 11
Rejestracja: 12 sie 2013, 12:08
Has thanked: 0 time
Been thanked: 0 time

Re: Poród naturalny

Postautor: kisskiss » 05 lis 2013, 19:27

Kurczak, czyli położna nie była przez cały porod w sali?
kisskiss
 
Posty: 13
Rejestracja: 02 paź 2013, 17:11
Has thanked: 0 time
Been thanked: 0 time

Re: Poród naturalny

Postautor: Kurczak » 05 lis 2013, 20:04

W tej fazie końcowej była cały czas. Wcześniej się kręciła, bo akurat były trzy porody, a to rzadkość w Salve. Nie wiem jak by było, gdyby było mniej rodzących.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
Kurczak
SuperMama
 
Posty: 4258
Rejestracja: 17 lis 2012, 11:14
Has thanked: 21 times
Been thanked: 54 times

Re: Poród naturalny

Postautor: Fuente » 05 lis 2013, 21:08

Ja bylam jedyna rodzaca w Salve tego dnia i bylo podobnie. Polozna wychodzila, ale zawsze informowala męża, ze jest do naszej dyspozycji gdyby cos sie dzialo, albo cos nas zaniepokoiło. Generalnie wiekszosc czasu byla obecna, a w fazie koncowej nie opuszczala mnie ani na chwile, ani ona, ani anestezjolog ;)
Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
Fuente
Moderator
 
Posty: 6317
Rejestracja: 27 paź 2012, 22:20
Has thanked: 42 times
Been thanked: 91 times

Re: Poród naturalny

Postautor: misiao1983 » 12 gru 2013, 21:30

No to mój opis porodu sn, wklejam relację sprzed półtora roku z innego forum, bo już nic nie pamiętam :)
Poród w ICZMP.
Przyszedł czas na moją relację. Słowem wstępu termin porodu miałam wg okresu na 28 maja, a wg usg na 2 czerwca. W terminie 22 kwietnia – 10 maja tatuś przebywał w Londynie, na 10 maja miał wykupiony bilet powrotny, no bo chcieliśmy by był przy porodzie . Synek jednak postanowił nie czekać. Dzień czy dwa przed porodem zamieszczałam wam jeszcze filmik jak to mi się mały w brzuchu wierci i kotłuje. Jak mniemam szykował się już do wyjścia. I wszystko zadziało się niespodziewanie....
8 maja we wtorek rano o godz.6:45 obudziła mnie strużka wody płynąca po moim udzie, zerwałam się z łóżka jak szalona ( nie mowiąc już o tym, że wieczór wcześniej myslałam o tym by spać na jakimś ręczniku, żeby w razie czego nie zalać nowego łóżka, takowego jednak nie położyłam) ) i jak dobiegłam do toalety jak ze mnie nie chlupnęło... a w oczach strach...boże co to, to niemożliwe, przecież miałam jeszcze 3 tygodnie! Pierwsze co tel. do męża – wody mi chyba odeszły!!! mąż odrazu -już przebukowuje bilet i wracam już dziś, drugi – tel. do siostry, która mieszka blok obok i była przygotowana na to, że jak coś się zadzieje, ona ze szwagrem wiozą mnie do szpitala. Siostra przyleciała w sekunde, a ja rozdygotana nie wiedziałam co wrzucić jeszcze do torby szpitalnej i jeszcze pytanie, a mam się umalować? W końcu muszę ładnie wyglądać na porodówce szybko zeszliśmy i fru jazda do Matki Polki. I jak na filmach zatrzymała nas już prawie przed samiuśkim szpitalem policja – siostra krzyczy : my tu na porodówkę jedziemy, a pan policjant – rutynowa kontrola proszę dmuchnąć w balonik...ech. Za chwilę bylismy na izbie przyjęć, tam mnie wzięli do badania– no tak odpływają wody, rozwarcie 1 cm,proszę wskakiwać w koszulę szpitalną i zabieramy na porodówkę. Ja w tym czasie skrobałam smsy do męża, a on do mnie – może cię jeszcze puszczą do domu . Zawieźli mnie na porodówkę, położyłam się na łóżku – to co, to ja już tu będę dziś rodzić?
No i od ok 8 rano leżałam już na porodówce, skurczów zero, a wody płyną i płyną. Od ok. 9 rano zaczął leciutko pobolewać brzuch tak jak na okres. Położne wypełniały papiery – tysiąc w kółko tych samych pytań. Poszłam jeszcze pospacerować, zabrali mnie na lewatywę (pierwszą w moim życiu – nic strasznego). I tak sobie leżałam. Potem wzięli mnie na usg. Prawdziwe bóle przyszły od 12ej. I praktycznie odrazu były co 4 minuty. Myślałam, że rozerwie mi kręgosłup –ból jak przy bólu nerek, tylko 10 razy silniejszy. Te przerwy między skurczami były prawdziwą ulgą. Rozwarcie było na 3 cm, a ja sobie myslalam, skoro teraz mnie już tak boli, to co to będzie przy większym rozwarciu. Obok mnie leżała dziewczyna, która była na tym samym etapie porodu i obie już zaczełyśmy jęczeć z bólu ( a myslałam, że będę cicho, ale się po prostu nie dało!), aż całe metalowe łózko się ze mną ruszało , jak zaciskałam na nim pięści ,by wytrzymać skurcz.Położna się mnie zapytała czy nie chcę jeszcze pospacerować, wyjść do toalety – a ja sobię myslę, tak jasne i się przewrócę, albo zemdleję z bólu. Potem mi przyniosła piłkę, a że do szkoły rodzenia nie chodziłam to się pytam – ale co ja mam robić na tej piłce? No proszę usiąść kreślić ósemkim poruszać się w przód w tył, i tak robiłam, ale jak przychodził skurcz to ni chu..marzyło mi się kreślenie ósemek z rozrywającym kręgosłupem! Zaczęło boleć coraz częściej i mocniej i już myśałam, boże muszę wleźć na to łóżko z powrotem, bo na tej piłce mi coraz gorzej – a połozna, że „o jak ladnie poród zaczął postępować do przodu jak siedzialam na piłce”. Wiedziałam, że przy 4 cm rozwarcia będę mogła dostać znieczulenie i już nie moglam się doczekać. Miałam wrażenie że te 3cm trwają w nieskończoność. Położne przy tym wszystkim żartowały czy mój mąż zdąży z Londynu czy nie zdąży (były b. miłe). W końcu ok 16ej przyszedł lekarz i że laska obok mnie miała już 4 cm podał jej znieczulenie, a ja nadal mialam te zakichane 3 cm i jeszcze gadali to lekarz sobie teraz pójdzie, a jak mnie sprawdzą i będę miała 4 cm to go zawołają. A ja sobie myślałam – ta jasne, sprawdzą mnie za godzinę, to ja już tu nie podołam tyle. Na szczęście położna podeszła sprawdziła i okazało się, że mam już 5 cm prawie 6, więc lekarz odrazu po tamtej lasce podszedł wkłuć się w moje plecy – nie bolało, choć samej igły w kręgosłupie też się bałam... Po podaniu znieczulenia, kazali mi się położyć, przyszedł skurcz, dalej boli w cholerę a ja myślę, co to ma być, to już niby działa znieczulenie a nadal tak boli??? Na szczęście za sekundę moje nogi oblało błogie odrętwienie, mogę powiedzieć od pasa w dól, tylek, nogi nie czułam kompletnie nic!!! Za to dostalam drgawek jakby mi zimno było, trzęsłam się jak galareta.W tym czasie ok 17 przyszła moja siostra, a ja sobie leżę wyluzowana podpięta pod ktg i obserwuje moje skurcze na ktg, bo sama kompletnie nic nie czułam . O 1730 laska obok zaczęła rodzić i znów maksymalnie jęczeć z bólu, a mnie oblał strach, że jak to musi boleć, skoro ja nic nie czuję, obie miałyśmy znieczulenie a ona już tak cierpi. Chwila później okazało się że mam rozwarcie na 10cm!!! Tamta laska na fotelu porodowym a położna do mnie, no jak tamta pani nie zdązy zejść z fotela to pani rodzi na tym łóżku, i mi mówi że już dotyka główki małego i widzi blond włoski....`a ja do siostry – proszę nie patrz tam, to musi być okropne  o 18 tamta urodziła, więc ja za chwilę poszłam na fotel – jeszcze z pytaniem – to jak ja mam iść nie zgniotę mu główki idąc?:) – dodam,że naprawdę nadal nic mnie nie bolało, no może zaczęłam czuć lekkie parcie i ból w kręgoslupie ale to był pikuś z tym co miałam między 12-16. Siadlam na fotelu i zaczęliśmy przeć, jeden skurcz 3 moje parcia, myślałam,że łatwiej to małe wyjdzie , położna mi krzyczy już pół główki widać! Przemy teraz a ja prę i się drę – no wylaź gówniarzu!!!  a ona – nie marnujemy siły na krzyki przemy!!! No i wylazła głowa a położna jeszcze przemy ,jeszcze ramionka – ale to już poszło gładko i po sekundzie dzidziuś leżał na moje piersi , a mnie oblała euforia, o jaki śliczny mój maluszek i jak machał łapkami. Siostra przecięła pępowinę. Siostra robiła zdjęcia małemu, a że miała jeszcze jeden aparat to druga połozna też robiła nam zdjęcia,a że akurat miałam ustawiony tryb film a nie wiedziała jak przestawić, mam nagrany pierwszy krzyk dziecka jak leży na moje piersi!!!! Ale nie będę wam załączać, bo to już intymne przeżycie :P
Zabrali go do umycia, mnie zaczęli szyć – to chyba było mniej przyjemne niż samo parcie, a mnie się włączyła gadana i rozmawialam z babką, która mnie szyła, jak to wygląda prowadzenie ciąży w UK. Za chwilę przywieźli jeszcze małego już czystego w łóżeczku, postawili koło mnie i się tak rozgladał tymi malusimi ślipkami, ja do niego gadałam a on wygladał jakby mnie słuchał Po szyciu ściągnęli mnie z fotela i 2 godz jeszcze leżałam na pordówce. W tym czasie przyjechał mąż i się rozpłakaliśmy, on przepraszał, że nie zdążył. Dodam jeszcze, że przez cały poród smsowałam z mężem, więc położne się śmiały, że jestem telefonistka. Jeszcze jedna mówiła, że moze mi dołożyć znieczulenia, to spowolni poród i mąż zdąży...ale to może przedłużyć poród nawet o 3 h więc podziękowałam. No i tak to było. O 1835 dokładnie Adaś przyszedł na świat. Mierzył 52 cm i ważył 2880g. Moja kochana kruszynka. A teraz leży koło mnie i tak słodko śpi....i topi się w ubrankach, bo myśleliśmy że będzie większy! :P
Obrazek
[/url]Obrazek
Awatar użytkownika
misiao1983
SuperMama
 
Posty: 1097
Rejestracja: 04 cze 2013, 19:21
Has thanked: 12 times
Been thanked: 28 times

Re: Poród naturalny

Postautor: misiao1983 » 29 sty 2014, 17:31

Mam pytanie do tych mam, które rodziły naturalnie 2 razy, czy jeśli przy pierwszym porodzie byłyście nacinane, to przy drugim też to było konieczne i jeśli tak, to czy nacięcie było w tym samym miejscu?
Obrazek
[/url]Obrazek
Awatar użytkownika
misiao1983
SuperMama
 
Posty: 1097
Rejestracja: 04 cze 2013, 19:21
Has thanked: 12 times
Been thanked: 28 times

Re: Poród naturalny

Postautor: malulu » 29 sty 2014, 17:45

misiao1983, często przy drugim naturalnym porodzie nie trzeba nacinać.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
malulu
SuperMama
 
Posty: 4265
Rejestracja: 22 sty 2013, 20:09
Lokalizacja: Łowicz
Has thanked: 7 times
Been thanked: 76 times

Re: Poród naturalny

Postautor: lmyszka » 29 sty 2014, 19:35

misiao1983, ja co prawda nie byłam nacinana ale przy I porodzie trochę pękłam, przy drugim bez nacięcia i bez pęknięcia :)
<3 Wiktor <3 14.06.2009
<3 Kacper <3 14.08.2013
Awatar użytkownika
lmyszka
Moderator
 
Posty: 11439
Rejestracja: 27 paź 2012, 20:02
Has thanked: 78 times
Been thanked: 108 times

Re: Poród naturalny

Postautor: Karola5 » 29 sty 2014, 23:53

misiao1983,dzisiaj na szkole rodzenia babka mówiła, ze starają sie nacinać z tej samej strony, jeśli oczywiście potrzeba.
Obrazek
Karola5
SuperMama
 
Posty: 1427
Rejestracja: 09 cze 2013, 9:42
Has thanked: 28 times
Been thanked: 52 times

Re: Poród naturalny

Postautor: ppola » 30 sty 2014, 0:03

Karola5 pisze:starają sie nacinać z tej samej strony, jeśli oczywiście potrzeba.
Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
ppola
SuperMama
 
Posty: 4910
Rejestracja: 01 lis 2012, 9:30
Has thanked: 13 times
Been thanked: 125 times

Re: Poród naturalny

Postautor: misiao1983 » 23 lut 2014, 10:23

Przyszedł czas na opis porodu nr 2.
FAKTY
Poród naturalny bez znieczulenia.
Miejsce akcji – ICZMP
Czas akcji 2h 45min
WSTĘP
Termin porodu miałam na 15 lutego (tj.sobota). 14 lutego byłam na ostatnim ktg, na wykresie wyszły mega skurcze, ale dopóki nie są regularne ani bolesne to znaczą tyle co nic. Ostatnie badanie ginekologiczne – szyjka skrócona ,ale jeszcze niezupełnie, rozwarcie na 1,5 cm. Pani ginekolog pow. , że wszystko gotowe i jest dobrej myśli, że w weekend urodzę, zrobiła mi masaż szyjki, po którym powiedziała, że teraz już powinno ruszyć, zaczną się wytwarzać hormony prostaglandyny, weekend mogę spędzić w domu, ale jeśli nic się nie zadzieje, to w pn. rano mam się stawić w szpitalu. Zapytałam jak wygląda wywoływanie porodu w CZMP jakby co i nakreśliła mi wizję umieszczania balonika w mojej pochwie…co mnie przeraziło, jak później o tym poczytałam. Wróciłam do domu no i od tej wizyty „coś” się zaczęło dziać… Większa ilość śluzu (glutowatego - sorry za dosadny opis) podkrwawionego co wzięłam za odchodzenie czopa śluzowego. Do tego brzuch się zaczął stawiać, ból schodził też na krzyż, więc myślałam „ocho fajnie, urodzę wreszcie..” (od listopada polegiwałam z zagrożeniem porodu przedwczesnego, więc gdy doczekałam 40stego tygodnia chciałam, żeby to się w końcu stało).
Tymczasem przyszła sobota a ja nie urodziłam… w sobotę powtórka z rozrywki dalsze odchodzenie czopa kawałkami i stawianie się brzucha z lekkim bólem krzyża, skurcze pojawiały się przez np. godzinę co 10 min, po czym kompletnie zanikały. W sobotę wyszorowałam mieszkanie na błysk, poskakałam na piłce, poszłam na spacer, generalnie zero oszczędzania, żeby w końcu ruszyło…a tu dalej nic.
Tymczasem przyszła niedziela a ja nie urodziłam… w niedzielę już zwątpiłam w to , że kiedykolwiek urodzę  będę chodzić w ciąży jak słoń! Znów skurcze pojawiające się z regularnością 10 minut i zanikające. Już byłam tak zdesperowana, że zabrałam męża i mówię – idziemy łazić po schodach, niech to dziecko w końcu wyjdzie, ja nie chcę leżeć w szpitalu i mieć wywoływanego porodu. Ok. 15 poszliśmy do wieżowca obok i zeszłam 10 razy z 10 piętra. Na górę oczywiście wjeżdżałam windą, bo bym się zasapała. I po tym schodzeniu brzuch zaczął się stawiać co 3 minuty!!! Po czym wszystko ucichło %$%^%^%^%!!!!! Wieczorem kładąc się do łóżku, pogodziłam się z wizją szpitala, znów złapały mnie skurcze co 10 minut, po czym poszłam sobie spać bo ustały. Obudziłam się o północy i spłakałam, czemu to dziecko nie chce się urodzić, że przecież od grudnia drżę o niego, a jak przyszło co do czego, to siedzi i siedzi i trochę pogadałam do brzucha, żeby malutek wyszedł w końcu. No i chyba się posłuchał bo….
FAKTYCZNA AKCJA
O 1 w nocy znów złapały mnie skurcze. Od niechcenia spoglądałam na zegarek, bo od 3 dni miałam skurcze, które zanikały i już znudziło mnie to gapienie się w zegarek. I znów takie średnio regularne, a to minęło 10 minut, a to 8, a to 12, a to 6, znów 6, znów 6, znów 6…. Wybiła 2 w noc,y a ja myślę pewnie zaraz ustaną i pójdę spać, ale jeśli nie, to budzę męża, niech je liczy dokładnie. Wciąż wydawały mi się za słabe i za krótko trwające przede wszystkim, skurcz trwał wg mnie z 5-8 sekund, a nie jak to opisywano 20sekund. Ból schodził na krzyż, ale podobne bóle miałam cały weekend. No i czekałam na godzinę 2:06, myślę jeśli znów będzie 6 minut, to wstajemy , no i jak przyszedł skurcz, aż stęknęłam, a w brzuchu usłyszałam PYK PYK jakby coś pękło (alleluja że czytałam opisy porodów innych kobiet, jak pisały, że słyszały jak pęka pęcherz i wiedziałam co to mogło być). Aż mnie pot oblała i budzę mężą – „Misiek wstawaj, coś mi pykło z brzuchu, coś mi pykło, chyba wody!!! No i jak wstaliśmy z łózka to ciutkę pociekło, ale naprawdę minimalna ilość. No to szybko zbieramy się do szpitala. A tu znów skurcz i znów pociekło. Dobrze, że moja mama została u nas noc dłużej i mogła zostać z Adasiem. Jak wsiadaliśmy do auta ok. 2:25 ja już zaczęłam syczeć z ból,u a skurcze były co 3-4 minuty. O jak dobrze było jechać po pustych ulicach Łodzi w środku nocy. W połowie drogi do Matki Polki jeszcze się zatrzymywaliśmy sprawdzić czy mam dokumenty, bo mąż tak rzuciłam moją torebkę na tylne siedzenie, że wszystko się wysypało. Przed 3 w nocy zajechaliśmy na izbę przyjęć, mnie już zginało w pół, mąż wypełniał papiery, ja tylko podpisywałam, zabrali mnie do pokoju badań przy ip, a mąż miał czekać na korytarzu i iść innym wejściem. Wchodzę na badanie, babka się pyta co ile skurcze, a ja jej już stękam co chwilę, ona patrzy na zegarek i krzyczy, ona nam zaraz urodzi na izbie przyjęć, wołać lekarza! Lekarz przyszedł i mówi… rozwarcie 7cm !!!! A ja ku…w strach i pierwsza myśl, boże nie, nie dostanę znieczulenia, wiedziałam że dają między 4,a 7 cm, ja tu umrę jak mam rodzić na żywca. Wsadzili mnie na wózek i ja jeszcze ostatnią nadzieją pytam… a jest możliwość znieczulenia?...a oni że za późno , że przecież za chwilę będzie już po sprawie….aż mi się gorąco i słabo zrobiło ze strachu… i mówię do babki, że ja chyba z bólu zemdleję, a ona że spokojnie, zaraz będzie po wszystkim. Wiezie mnie na porodówkę, kątem oka widzę męża na korytarzu, ale ból był już tak,i że słowem się do niego nie odezwałam. Wwiozła mnie, połozyli mnie na łózku, rodziłam na tym samym co Adasia, na pierwszym jakaś para rodziła, też już końcówka porodu , bo laska darła się wniebogłosy. No i otoczyły mnie 3 babki, tu ktg podłączają, tu wenflony, tu tysiąc pytań do…a ból był już w sumie chyba jednostajny jakby mi miało krzyż rozerwać, zerknęłam tylko na ktg czy tętno dziecka ok., zerknęłam że skurcze 40% a ja wyję z bólu, tu słyszę dzwonek (mąż dzwonił żeby go wpuściły) położna mnie bada i mówi PEŁNE ROZWARCIE!!! A ja myślę, boże jedyny mąż przyjechał razem ze mną, a nie zdąży na poród! Drugi raz nie zdąży!!!! !! I mówię”proszę czy ktoś może wpuścić mojego męża? A one zajęte mną…w końcu go ktoś wpuścił, on przychodzi nieświadom tego, że to już koniec porodu i położna mówi „ mąż działa na panią jak znieczulenie” a mój mąż, który źle ją zrozumiał, do mnie „widzisz kotek, może zaraz zacznie działać znieczulenie! A u mnie taki sekundowy przebłysk – dostałam jednak znieczulenie?.....,a po sekundzie do niego - co ty gadasz!!! Jakie znieczulenie! Ja mam pełne rozwarcie! Ona powiedziała, że mąż działa jak znieczulenie!!!!  A jak mnie zaczął głaskać po głowie to myślałam, że mu po łapach dam, ja tu zdycham, a ten mnie po głowie głaszcze wrrrr…. hehehe
Wszystko to trwało dla mnie jak 5 minut, bół był niewyobrażalny, z krzyża, jednostajny, nie wytrzymałabym takiego bólu dłużej, współczuję kobietom rodzącym po kilkanaście godzin. No i po chwili już krzyczałam,że mały się już pcha, że zaraz zrobię kupę… i zabrały mnie i aparat ktg do innego pomieszczenia „pokój do porodu rodzinnego” i byliśmy tam sami. W tym momencie mąż mów,i że to wyglądało jakby poród ustał, że leżałam spokojnie i tylko przy partych było widać bół i wysiłek, a w przerwach pomiędzy spokój. Po 20 minutach młody był na świecie. Gdy wydarlam się się ja już nie mogę, że czemu on wciąż nie wychodzi, nagle był już calutki na zewnątrz, wyjec mały się rozkrzyczał i jak mi go położyły na piersi, od razu się uspokoił. Mąż przeciął pępowinę. Godzina 3:45 - 3,5 kg, 58 cm, 10 pkt Apgar. Ma wielkie stopy po tatusiu i jest piękny po mamusi  I byłam cała upaprana we krwi od małego i się pytam, kiedy będę mogła wstać pod prysznic, a położne się śmieją, no jest chyba pani pierwszą, która jeszcze nie urodziła łożyska , a się pyta kiedy może pod prysznic. Co ta adrenalina robi z ludźmi… No a potem blady strach padl na mnie, ze przeciez zero znieczulenia, a jeszcze szycie przede mną, byłam lekko nacięta, na szczęscie dają znieczulenie miejscowe, choć wątpliwą przyjemność przeciągania nici czułam i jeszcze to szczękanie nożycami, aż chciałam uszy zakryć. Małego wywieźli na korytarz, mąż idzie po moje rzeczy i widzi że facet co rodził z żoną jednocześnie ze mną, stoi nad naszym synkiem i go obfotografowuje i mąż do niego – ładny co? A on – no ładny – a mąż – no to mój syn  prześle mi pan potem zdjęcia ? buahahha się biedakowi pomyliło, a jego żona w tym czasie lezała z dzieckiem na piersi, urodziła 10 min po mnie i też patrzyła z położnymi co on robi, zdjęcia jakiemuś innemu dziecku.  No i tak to było. Koniec opowieści. A mały sobie słodko śpi teraz koło mnie i pozwolił mi napisać wam te kilka słów. Mój grzeczny chłopczyk 
Obrazek
[/url]Obrazek
Awatar użytkownika
misiao1983
SuperMama
 
Posty: 1097
Rejestracja: 04 cze 2013, 19:21
Has thanked: 12 times
Been thanked: 28 times

Re: Poród naturalny

Postautor: Bian » 23 lut 2014, 11:00

misiao1983 muszę przyznać, że bardzo mnie rozbawił opis Twojego porodu :) No i przypomniał mi mój z Hanką (dużo podobieństw znalazłam) - wzruszyłam się :) A historia z tym gościem co robił zdjęcia Waszemu synkowi, bo myślał, że to jego - hit :lol:
Bian
SuperMama
 
Posty: 7849
Rejestracja: 04 lis 2012, 20:05
Lokalizacja: Łódź
Has thanked: 9 times
Been thanked: 103 times

Re: Poród naturalny

Postautor: tulipan87 » 23 lut 2014, 11:40

Bian pisze:misiao1983 muszę przyznać, że bardzo mnie rozbawił opis Twojego porodu

Mnie również :) choć domyślam się, że Tobie do śmiechu nie było :)
misiao1983 pisze:stoi nad naszym synkiem i go obfotografowuje i mąż do niego – ładny co? A on – no ładny – a mąż – no to mój syn  prześle mi pan potem zdjęcia ?

Padłam =))))
ObrazekObrazek
Awatar użytkownika
tulipan87
SuperMama
 
Posty: 2579
Rejestracja: 01 gru 2012, 22:35
Lokalizacja: okolice Łodzi
Has thanked: 12 times
Been thanked: 26 times

Re: Poród naturalny

Postautor: martula_87 » 23 lut 2014, 12:05

tulipan87 pisze:misiao1983 pisze:
stoi nad naszym synkiem i go obfotografowuje i mąż do niego – ładny co? A on – no ładny – a mąż – no to mój syn  prześle mi pan potem zdjęcia ?

Padłam

Ja też =)))) =)))) =))))
misiao1983, całe szczęście że był to szybki poród dzielna z Ciebie mamuśka ;;) >D
Dominik 8.05.2012
Awatar użytkownika
martula_87
SuperMama
 
Posty: 8647
Rejestracja: 28 paź 2012, 6:39
Has thanked: 243 times
Been thanked: 93 times

Re: Poród naturalny

Postautor: malulu » 23 lut 2014, 12:41

misiao1983 pisze:boże jedyny mąż przyjechał razem ze mną, a nie zdąży na poród!

tutaj zaczął się mój śmiech i nie ustąpił do samego końca :lol:
misiao1983, pierwsze minuty życia, a Wasz synek już jest sławny i paparazzi lecą z aparatami :lol:
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
malulu
SuperMama
 
Posty: 4265
Rejestracja: 22 sty 2013, 20:09
Lokalizacja: Łowicz
Has thanked: 7 times
Been thanked: 76 times

Re: Poród naturalny

Postautor: ava » 23 lut 2014, 15:28

misiao1983, sorry, ale popłakałam się ze śmiechu =)))) Zwłaszcza w tym momencie
misiao1983 pisze:ja myślę, boże jedyny mąż przyjechał razem ze mną, a nie zdąży na poród! Drugi raz nie zdąży!!!! !! I mówię”proszę czy ktoś może wpuścić mojego męża? A one zajęte mną…w końcu go ktoś wpuścił, on przychodzi nieświadom tego, że to już koniec porodu i położna mówi „ mąż działa na panią jak znieczulenie” a mój mąż, który źle ją zrozumiał, do mnie „widzisz kotek, może zaraz zacznie działać znieczulenie! A u mnie taki sekundowy przebłysk – dostałam jednak znieczulenie?.....,a po sekundzie do niego - co ty gadasz!!! Jakie znieczulenie! Ja mam pełne rozwarcie! Ona powiedziała, że mąż działa jak znieczulenie!!!!  A jak mnie zaczął głaskać po głowie to myślałam, że mu po łapach dam, ja tu zdycham, a ten mnie po głowie głaszcze wrrrr…. hehehe
:lol:
Awatar użytkownika
ava
SuperMama
 
Posty: 8962
Rejestracja: 13 lis 2012, 20:32
Has thanked: 38 times
Been thanked: 112 times

Re: Poród naturalny

Postautor: kasieńka 85 » 23 lut 2014, 21:06

No i po co czytałam cały opis porodu?Nie, nie wystarczyła mi optymistyczna wersja ekspresowego drugiego porodu, chciałam więcej szczegółów to mam. Zwłaszcza szczególik o bólu.
Misiao, nie da się ukryć, że fragment z mężem w roli głównej świetny :D
Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
kasieńka 85
SuperMama
 
Posty: 7297
Rejestracja: 28 sty 2013, 17:37
Has thanked: 58 times
Been thanked: 142 times

Re: Poród naturalny

Postautor: marciami » 01 kwie 2014, 10:01

ojj tam ja mialam poród 22 godzinny, bóle z krzyża, nie miałam znieczulenia i było git ;) Wspominam poród lepiej niż mój mąż :D hihi :D Wszystko do przeżycia - chociaz pamiętam jak ja się strasznie bałam. Ale w ramach pocieszenia wszystkich dziewczyn przed porodem - w momencie gdy maluch jest już na zewnątrz wszystko, absolutnie wszystko przestaje boleć. Zupełnie jakby nigdy nic nie bolało :)


a historia o tym panu, który fotografował nie swoje dziecko... - genialne :D :))
Obrazek
Awatar użytkownika
marciami
 
Posty: 439
Rejestracja: 03 lut 2013, 15:13
Lokalizacja: Lubuskie
Has thanked: 1 time
Been thanked: 2 times

Re: Poród naturalny

Postautor: Deco-Ania » 01 kwie 2014, 11:15

marciami pisze:w momencie gdy maluch jest już na zewnątrz wszystko, absolutnie wszystko przestaje boleć. Zupełnie jakby nigdy nic nie bolało
i świadomość tego pomogła mi baaardzo przy drugim porodzie. To niesamowite, ale naprawdę tak jest.
Obrazek
Obrazek
Deco-Ania
SuperMama
 
Posty: 10551
Rejestracja: 31 paź 2012, 11:07
Has thanked: 97 times
Been thanked: 194 times

Re: Poród naturalny

Postautor: Sybel » 01 kwie 2014, 12:06

Mój poród na świeżo, bo sprzed 5 dni.
W środę miałam doła. Oczywiście płacz, załamka, źle się czułam, miałam dość wszystkiego, dziecko robiło afery, mąż późno wrócił, więc jak poszedł kąpać Wita, poryczałam się - bo co w końcu, kurczę blade! Miałam jakieś tam skurcze, ale uznałam, ze ja już nie urodzę, ze Zosia pójdzie na studniówkę nadal w moim brzuchu, katastrofa i w ogóle. Wykąpałam się, maż też i o 21 poszliśmy spać, coś oboje bardzo byliśmy zmęczeni. W nocy miałam jakieś tam skurcze, liczyłam, to nawet co 8 minut były. Witowi co chwila coś się śniło, więc nas wołał, stałam przy jego łóżeczku, on mnie złapał za rękę, więc stałam zgięta i skurcze mnie co jakiś czas łapały - nie polecam takiej pozycji przy skurczach, serio, niewygodnie. Koło 3 Młody w końcu przylazł do nas i wpakował się do łózka, ja stwierdziłam w tym momencie, że nie dam rady spać, na wszelki wypadek umyję zęby, ogarnę się, spakuję, bo skurcze są co 7 minut. Poza tym Wit położył się na mojej połowie i i tak nie miałam gdzie spać.Koło 4 uznałam, ze się zbieramy na wszelki wypadek, może to tylko fałszywy alarm, ale byłam tak pobudzona, że mąż też stwierdził, ze lepiej mnie odwieźć. Ubraliśmy się, spakowaliśmy Wita do auta, zawieźliśmy do mojej mamy i tak koło 5 byliśmy na IP w Rydygierze. W badaniu wyszły 4 cm rozwarcia, skurcze nadal co 6-7 minut. O 5.40 byliśmy oboje na porodówce, mąż siedział obok, gadaliśmy potworne głupoty i mieliśmy głupawkę, tylko ciężko było się śmiać przy skurczach, które KTG pokazywało co... 20 minut :| Łapało 1/4 skurczy w tamtym momencie, nie wiem, jakim cudem, położne uznały, ze to jeszcze masa czasu, więc zrobiły mi lewatywę. Poleciałam do wc i tam odeszły mi wody. Położna najpierw marudziła, że za długo siedzę, potem mnie ochrzaniła, że za krótko, no ale ok. Po lewatywie skurcze natychmiast skoczyły do co minuta, poszło mi w jakieś 10 minut pełne rozwarcie i... pojawił się problem, bo na fotelu rodziła łożysko kobitka przywieziona przez pogotowie, która urodziła w wannie. Tak więc częsciowo rodzić zaczęłam na łóżku, dopiero po kilku minutach salę ogarnięto na tyle, że mogłam się wspiąć na tę konstrukcję. Niestety podczas porodu doszło do nieporozumienia, położna chciała mnie naciąć, a ja powiedziałam, ze "oh nie, znowu będzie szycie i gojenie", przez co ona zrezygnowała z nacięcia. A mi nie całkiem o to chodziło, bo w sumie się z myślą o nacinaniu pogodziłam, a nawet byłam za. No niestety w efekcie popękałam bardzo, Zosia utknęła barkami w kanale rodnym i rozerwała mi ścianę pochwy, więc miałam prawie godzinę szycia w sumie. Podczas parcia bardzo pomógł mi mąż, który trzymał mi głowę, bez tego naprawdę nie wiem, jak bym urodziła. Niby drobiazg, ale jednak, jak raz nie zdązył mnie podtrzymać, nie dałam rady, jak trzymał, szło szybko. Akcja na fotelu to było może 10 minut i już. I oczywiście moje wielkie "co za ulga...", kiedy mała wyszła, brzuch opadł i mogłam mocno odetchnąć.
Ten poród bolał chyba bardziej, niż poprzedni, na pewno gorzej wspominam skurcze, bo chodziłam po ścianach. Po nim obbkurczanie macicy też znacznie bardziej bolesne, niż po pierwszym, ale też dziecko o pół kilo większe.

No nic, mała się awanturuje, znikam karmić :)
Sybel
 

Re: Poród naturalny

Postautor: marciami » 06 kwie 2014, 9:17

Sybel pisze: przy skurczach, które KTG pokazywało co... 20 minut


te sprzęty do ktg chyba są jakieś fatalne, bo u nas też ktg nie pokazywalo niektórych skurczy, a te które łapało pokazywało na poziomie 40% - a ja wyrywałam włosy z głowy tak bolało, nawet na porodówce, gdzie już było kilka centymetrów rozwarcia. Jak zaczeły się skurcze na patologii, to położne na mnie dziwnie patrzyły, że na ktg nic nie ma, a ja jęczę i afery robimy i wzywamy lekarzy, bo tu do porodu daleko. Wszystkie zmieniały zdanie gdy dotykały brzucha podczas skurczy ...

Sybel, szkoda, ze tak wyszło z nacięciem, pewnie już potem nie mialaś glowy ani siły tłumaczyć położnej o co chodziło. Ale najważniejsze, że dałaś radę :)
Obrazek
Awatar użytkownika
marciami
 
Posty: 439
Rejestracja: 03 lut 2013, 15:13
Lokalizacja: Lubuskie
Has thanked: 1 time
Been thanked: 2 times

Re: Poród naturalny

Postautor: kasieńka 85 » 10 kwie 2014, 9:52

Opiszę swój drugi poród, jak zachce mi się trzeciego dziecka to sobie przeczytam, żeby wybić sobie ten pomysł z głowy. :D
Całą sobotę miałam pojawiające się i znikające cykle skurczy co 7-10 minut. Wieczorem pozbawiona nadziei na zakończenie ciąży poszłam spać. Około pierwszej w nocy pojawiły się skurcze, co 10 minut. Pomyślałam sobie, taa, znowu zmyła. Cierpliwie liczyliśmy je do 4.30.Wtedy najpierw sen zmorzył męża (miałam ochotę go udusić za to wsparcie) a pół godziny później mnie. Wtedy albo skurcze się wyciszyły albo nie były na tyle bolesne, że przez sen zmartwiłam się, że nici z porodu. Ok. 7 obudziła nas Karolcia. Skurcze miałam co 7minut. Cierpliwie czekałam, aż odpłyną wody, ale nic z tego. Pojawiła się krew, więc ruszyliśmy do szpitala. Na Izbę dotarliśmy chyba koło 8.30, skurcze co 5min. Miła pogawędka i śmiechy z położną i lekarzem. Diagnoza rozwarcie na 4cm. Jak to Pani doktor stwierdziła najgorsza robota za mną (taaa a ja głupia uwierzyłam). W wyśmienitych humorach pomaszerowaliśmy na salę przedporodową. Tam ktg. O dziwo jak miałam bolesny skurcze to wskazywało 5% a jak nic się nie działo to 13-15%. Miałam lewatywę. Podano mi antybiotyk na GBS. I chyba zaczęły się bolesne skurcze. Dostałam gaz, ale nie przynosił ulgi. Początkowo pewnie dlatego, że tylko się zaciągałam a nie naciskałam przycisku uwalniającego gaz =)))) a później od niego robiło mi się niedobrze. Lekarz przebił pęcherz, zbadał i orzekł, że rodzę (no, nowości to mi nie powiedział). Poprosiłam o znieczulenie, ale musiałam poczekać 45 minut, bo cesarkę musieli zrobic. Cóż, jedne z najdłuższych 45 minut w moim życiu. W tym czasie zwijałam się z bólu na łóżku, toalecie i prosiłam o znieczulenie. W końcu pojawił się lekarz. Mnie tu boli a on się wcale nie śpieszy z wykonywaniem czynności (wstyd przyznać ile razy przeklęłam go w myślach). Raz mi się wkłuł, ale mu nie poszło. Więc musiałam zmienić pozycję, żeby jeszcze raz się wkłuć. Ale wtedy zanieczyściło się miejsce wkłucia i od nowa Polska Ludowa. Jak się tak zbierał do wkłucia to poczułam skurcze parte, ale nic nie mówiłam.Tu mi mówi, żeby się nie ruszać a tu czuję torsję od skurczy partych. W końcu udało mu się (pomyślałam alleluja). I mówi mi, że znieczulenie zacznie działać za 10 minut i w tym czasie mam leżeć na plecach. Pomyślałam, no to po mnie, umrę tutaj. Jeszcze zanim położna oszukała mnie, że anestezjolog już podał mi dawkę czegoś przeciwbólowego, oczywiście od razu przestało boleć(efekt placebo). Położna zakłada mi rękaw, żeby zmierzyć ciśnienie a druga mnie bada mi mówi rodzimy. Ginekolog: to na fotel. Położna, nie mu już rodzimy i nie możemy bo znieczulenie. W efekcie po dwóch, albo trzech partych, o 11.30 urodziłam na łóżku naszą kruszynkę. Obyło się bez nacięcia i szycia. Na łóżku siedziałam po dwóch godzinach porodu a wstałam po 4 ale tylko dlatego tak późno, żeby nic mi się nie stało. Po 5godzinach poszłam pod prysznic. Czułam się dobrze, natomiast obkurczająca się macica to masakra. Miałam nawet liczyć co ile są, bo może jeszcze bym coś urodziła. ;;) Generalnie, jak to skomentowała Pani po porodzie miałam wyjątkowy poród ;;)
Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
kasieńka 85
SuperMama
 
Posty: 7297
Rejestracja: 28 sty 2013, 17:37
Has thanked: 58 times
Been thanked: 142 times

Re: Poród naturalny

Postautor: Michasia » 10 kwie 2014, 10:50

kasieńka 85, powiem Ci,że Twój opis nie brzmi jakoś strasznie,raczej nawet się uśmiechnęłam jak przeczytałam.Ale w rzeczywistości pewnie lekko nie było.
Obrazek
Awatar użytkownika
Michasia
 
Posty: 129
Rejestracja: 28 sie 2013, 16:26
Has thanked: 0 time
Been thanked: 1 time

Re: Poród naturalny

Postautor: kasieńka 85 » 10 kwie 2014, 11:17

Traumy nie przeżyłam :D ale póki co cieszę się, że na razie nie planuję trzeciego dziecka. Może za mało czasu minęło ;;)
Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
kasieńka 85
SuperMama
 
Posty: 7297
Rejestracja: 28 sty 2013, 17:37
Has thanked: 58 times
Been thanked: 142 times

Re: Poród naturalny

Postautor: Fuente » 27 wrz 2014, 11:17

Jako że mam chwilę czasu opisze jak to było u nas...

Ten poród był zupełnie inny niż pierwszy. Przede wszystkim od początku do końca był indukowany... w środe rano na 8 stawiłam się w Salve,( razem z moją mamą, bo mąż musiał iść do pracy) na test oksytocynowy. Zbadał mnie dr. Wiliński, potem sie przebrałam i wylądowałam na sali porodowej, razem z fantastyczna położną panią Irenką Staśkiewicz. Podłaczono mi KTG i nic sie nie działo do jakiejś 8:45, wtedy podłączono mi kroplówkę z oksy, po pierwszych skurczach panika... Pani Irenka wybiegła z sali po dr. Wilińskiego, wpadli na salę i ogólne przerażenie, bo tętno Marcinka raz spadało do 15, za chwile skakało do 200... szybka decyzja- natychmiast odłączamy kroplówke i nadzorujemy tętno, szybki wywiad ze mną, informacja, ze teraz nie ma wyjśćia - rodzimy, nie zależnie czy sn czy cc. Dr uprzedził że jeśli przy kolejnej próbie podłaczenia kroplówki znów zaszaleje tętno to musimy szybko reagować CC, więc mam dzwonić do męża. Krzysiek nie zdążył dojechac do pracy, a juz zawracał do szpitala. Skurcze rozwijały sie juz samoistnie, tętno małego sie uspokoiło i ok 10 znów kroplówka z oksy, na szczęście tętno już w porządku. Przyszła Pani anestezjolog, podała mi znieczulenie... wkuwała się 5 razy, z czego raz mocno niefortunny, bo zaczęła mi drętwieć, drgać, mrowiec cała lewa noga... w końcu znieczulenie poszło iii... Nic. Absolutnie nic... nie zadziałało w ogóle... przyszedł wiliński skurcze juz bardzo intensywne, pytanie czy zgadzam sie na przebicie pęcherza, przebiliśmy (g. 11)... Po przebiciu pęcherza skurcze nasiliły się tak że właściwie nie było między nimi przerwy, leciał skurcz za skurczem, 11:30 rozwarcie 6 cm, kolejna dawka znieczulenia... Wiliński wyszedł na IP stwierdzaja że do 14 powinnam urodzić... Pani Irenka kazał mi wstać, no to wstałam, ale mówie, jej że zaczynam czuć parte- ona na to że niemozliwe bo przed chwila badał mnie Wiliński i było dopiero 6 cm... no ale bada mnie na stojąco, ja jej tłumacze, juz prawie krzycząc, że nie powstrzymam parcia... na co ona: "cholera pełne rozwarcie" g. 11:47 :lol: No to biegiem na łóżko, Irenka na cały głos krzyczy: "Wojtek biegiem!!!" Ona bez fartucha ochronnego bo nie zdążyła załozyć, on w biegu zarzuca fartuch, przemy... Pierwsze parcie Irenka stwierdza" "Cholera, on zaraz się urodzi... "Niech Pani nie prze przez chwilę, bo Pani popęka" ja na to: "Nie dam rady"... na to Irenka: "Dobra niech Pani robi co ciało karze"... drugie parcie takie że mi tchu prawie brakło i za chwile (11:52) miałam na piersiach cieplutkie ciałko mojego syneczka...

Generalnie wszyscy byli w szoku, łącznie z Pania anestezjolog, która przyszła dołozyc mi w tym momencie znieczulenie i się zdziwiła, że leżę juz z dzieckiem :lol: No a położna nie dość że nie zdążyła założyć fartucha ochronnego, to nawet nie zdążyła złapać nożyczek żeby mnie naciąć :D

Niestety ponieważ wszystko szło tak szybko i intensywnie faktycznie pękłam, mam załozone 3 szwy, ale pęknięcie jest tylko 1 stopnia, więc właściwie poszła sama skóra, bez mięśni, dlatego siadam bez problemu, choć faktycznie szew neico ciągnie, mam też założny szew na szyjkę :)

Jesli mam porównywać oba porody, ten na pewno był bardziej bolesny... Skurcze dały mi sie porządnie we znaki, parte też intensywniejsze, gdyby to miało trwac dłużej, w dodatku bez znieczulenia, chyba bym im tam zeszła... Na szczęście ten poród był szybki bo właściwie od pierwszych skurczów 3 godziny... parte niespełna też raptem 3 minut... szycie też nie było tak bolesne jak przy Amelce. No ale z Amelką poród dłuższy bo 9 godzin (od pierwszych skurczów jakies 6 godzin), ale też znieczulenie dało radę.

Teraz po kilku dniach śmieje się z tego jak komicznie musiała wyglądać ta sytuacja na porodówce... :lol: Po porodzie jeszcze następnego dnia weszła do mnie jakaś położna i stwierdziła, ze przyszła mnie sobie obejrzec, bo sławna jestem na oddziale... Podobno takiego porodu juz dawno nie mieli :D Nawet neonatolog dopiero po 30 minutach dowiedział się, że sie dziecko urodziło =))))
Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
Fuente
Moderator
 
Posty: 6317
Rejestracja: 27 paź 2012, 22:20
Has thanked: 42 times
Been thanked: 91 times

Re: Poród naturalny

Postautor: Paulina S. » 22 lut 2015, 21:00

Moja relacja z porodu. Bardziej szczegółową opinię o szpitalu wyrażę w odpowiednim wątku. W piątek rano (dzień po terminie) położyłam się na patologii ciąży w Madurowiczu. Byłam mocno zestresowana myślą o spędzeniu tam kilku lub więcej dni. Ale... już pierwszej nocy około 24 obudził mnie ból krzyża. Taki sam jak 2 dni i tydzień wcześniej (wtedy przechodził po kilku godzinach). Przez pewien czas przewracałam się z boku na bok na łóżku, ale w końcu musiałam wstać. Włóczyłam się po korytarzu, wracałam do sali, siadałam na łóżku, położyć się już nie dałam rady, za bardzo bolało. Obudziłam położne, które drzemały w dyżurce. Za kwadrans miał przyjść zbadać mnie lekarz. Wysłałam smsa do męża, że mam skurcze i kazałam mu czekać na opinię lekarza, bo to może tylko przepowiadające. Ledwo wysłałam smsa – przestałam mieć wątpliwości, ból się jeszcze spotęgował a ten kwadrans stał się najdłuższym w moim życiu ::) Podczas badania okazało się, że jest już 7 cm rozwarcia... :D Kazałam mężowi przybywać, spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy (dzięki niech będą za pomocną koleżankę z sali) i około 2 w nocy pojechałam na blok porodowy. Na bloku przemili ludzie. Cudowne studentki, stażystki, sama nie wiem...? Super położna. Badanie KTG na łóżku – nieprzyjemnie, męcząco strasznie, nie mogłam wytrzymać w tej pozycji. Zapytałam czy mogę wstać, po kilku minutach mi pozwolono i chodziłam sobie, za radą położnej kręciłam kółeczka biodrami. Naiwnie zapytałam o znieczulenie. ::) Oczywiście było za późno. Zapytałam położną czy dam radę bez znieczulenia, powiedziała, że tak i jej uwierzyłam ;) Mąż się pojawił jakoś koło trzeciej, ucieszyłam się, ale nie miał zbyt wiele okazji, by mi pomóc. Raz spróbowałam o niego się oprzeć podczas parcia, ale wygodniej było mi samej, zresztą chwilę potem weszłam na fotel. Najfajniej mi było podczas bóli przeć na kolanach na materacyku przed fotelem. Młodziutka położna, która trzymała końcówkę od KTG, wraz ze mną przyjmowała najdziwniejsze pozycje ;) a powiem Wam, że gdy bóle krzyżowe i parte zaczęły się zlewać w jedno, to nieźle kombinowałam. W końcu trzeba było jednak wskoczyć na fotel. Już wcześniej całkowicie straciłam poczucie czasu, ignorowałam otoczenie, zamknęłam oczy – skupiałam się tylko na słowach położnej i własnym instynkcie. Moment, gdy maleńka pojawiła się na świecie, gdy położono mi ją na piersi – coś niesamowitego! Przez dłuższą chwilę nie mogłam uwierzyć, że to już, że w końcu moje maleństwo jest ze mną. Mąż przeciął pępowinę. Po pewnym czasie przyszedł lekarz i zaczęło się szycie. Znieczulono mnie oczywiście, ale mimo ogromnej delikatności lekarza chwilami zagryzałam usta z bólu (niestety bardzo popękałam). Na szczęście była przy mnie moja Mała (i mąż). Od narodzin o 4:24 do mniej więcej 6 leżała sobie na mnie, moja kruszynka najdroższa. Po szóstej pojechałam wraz z mężem na oddział perinatologii, po kilkunastu minutach dołączyła też do mnie córeczka.
Podsumowując – bałam się porodu. Nie było jednak tak źle, jak myślałam, że będzie. Owszem, dzięki bólom krzyżowym odkryłam nowy poziom świadomości ;) a gdy klęczałam i parłam, to przeszło mi przez myśl – nigdy więcej! Ale nigdy nie mów nigdy. Nie wspominam źle porodu. Za to połóg to już zupełnie inna historia ;;)
Awatar użytkownika
Paulina S.
SuperMama
 
Posty: 2743
Rejestracja: 04 lis 2013, 21:30
Has thanked: 80 times
Been thanked: 57 times

Re: Poród naturalny

Postautor: kasieńka 85 » 22 lut 2015, 21:05

Paulina S., ekspresowo Ci poszło ;;)
Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
kasieńka 85
SuperMama
 
Posty: 7297
Rejestracja: 28 sty 2013, 17:37
Has thanked: 58 times
Been thanked: 142 times

Re: Poród naturalny

Postautor: Paulina S. » 26 lut 2015, 20:07

kasieńka 85, jestem wdzięczna córce, że tak się jej śpieszyło ;)
Awatar użytkownika
Paulina S.
SuperMama
 
Posty: 2743
Rejestracja: 04 lis 2013, 21:30
Has thanked: 80 times
Been thanked: 57 times

Re: Poród naturalny

Postautor: Kurczak » 30 lip 2016, 16:17

U mnie drugi poród zupełnie inny niż pierwszy. Przy Diance wszystko nakręcało się samo, od razu z impetem, dlatego poszło szybko. Na Tadzia musiałam poczekać nieco dłużej.
Skurcze obudziły mnie o 3 w nocy z soboty na niedzielę. Nie przejęłam się specjalnie, bo podobne odczuwałam przez kilka ostatnich dni. Ale przybierały na sile, skracały się odstępy między nimi, o 4 obudziłam Adama. Pogadaliśmy chwilę, wstałam, zrobiłam śniadanie... i się wyciszyło. Nie całkiem, ale wiedziałam, że to jeszcze nie to. Położyłam się jeszcze spać, Adam stwierdził, że skorzysta z okazji i grał w czołgi :D Wstałam po 7 znowu ze skurczami. Znowu coraz częstsze i dłuższe, ale dalej bezbolesne (nie miałabym nic przeciwko, żeby z takimi urodzić, ale intuicja mi podpowiadała, że tak się nie da). O 10 zdecydowaliśmy się pojechać do szpitala na KTG (wszyscy lekarze mnie uczulali, że Tadzio duży i może być konieczność cc, więc mam nie czekać zbyt długo na wyjazd do szpitala). Na KTG cisza kompletna, zupełne nic. Już mieliśmy wracać do domu, ale lekarz na IP mnie jeszcze zbadał. Okazało się, że szyjka całkiem zgładzona i 5 cm rozwarcia, więc od razu na porodówkę. Zrobił mi tylko jeszcze USG, z którego wynikało, że noszę 4200 g szczęścia. Na porodówce zajęła się nami przesympatyczna położna, poświęciła nam mnóstwo uwagi, dała olbrzymie wsparcie. Ale w czasie tego zamieszania, przyjęcia na oddział, wypełniania papierów itp. skurcze znów ustały zupełnie. Chodziłam jak głupek w kółko po sali, kręciłam ósemki biodrami, skakałam na piłce. Nogi i kręgosłup już mi tak dawały popalić, że musiałam odpocząć, nawet chyba kimnęłam. Umierałam już z głodu, bo przecież śniadanie jedliśmy po 4... W międzyczasie lewatywa i jakieś czopki na pobudzenie skurczy. Dalej nic. O 19 zmieniły się położne, miałyśmy dwie do dyspozycji, bo akurat nikt inny nie rodził. Ok. 21 przyszedł pan dr, który mnie przyjmował, i zaproponował kroplówkę z oksy. Ochoczo się zgodziłam, bo już miałam dość. Niestety, guzik dała. Skurcze na KTG na poziomie 95%, a ja ich dalej nie czułam. Od 10 rano do 24 rozwarcie nie drgnęło nawet o milimetr. To był moment kryzysowy, miałam już serdecznie dość i straciłam nadzieję, że kiedykolwiek urodzę. Wtedy odłączono mi oksy i miałam jeszcze trochę pochodzić. Wreszcie coś ruszyło, zaczęłam wreszcie mieć bóle podobne do takich menstruacyjnych. O 1:15 kolejne badanie - 7 cm - wtedy też odeszły mi wody. No i to było to! W sekundzie dostałam takich koszmarnych skurczów, że ledwo dawałam radę oddychać. Poprosiłam o znieczulenie, ale oczywiście było już za późno. Po kilku minutach nadeszły bóle parte. Koszmarne, ale mniej dotkliwe niż przy Diance. Nie promieniowały aż tak do krzyża. Położna zapewniła mnie, że jeszcze dwa skurcze i urodzę. Adam musiał mnie bardzo motywować w tym momencie, bo ból był na tyle dotkliwy, że trudno mi było oddychać i parę razy Tadziowi mocno spadło tętno. Dzięki Jego wsparciu dałam radę to kontrolować. No i było tak jak pani położna obiecywała - w kolejnym skurczu wyszła główka, a w następnym reszta mojego Syneczka. To był drugi najpiękniejszy moment w moim życiu. Od razu dostałam Go do przytulenia i pocałowania, potem został na sekundę zabrany na szybkie oględziny przez panią neonatolog i znów wrócił do mnie na czas całego szycia. Niestety konieczne było nieznaczne nacięcie, a samo szycie było chyba gorsze niż cały poród razem wzięty. Na szczęście pan dr (ten sam, który nas przyjmował, więc chyba mieszka w tym szpitalu ;)) starał się być możliwie delikatny, a przy okazji starał się zabawiać nas rozmową. Jakoś poszło :)

Reasumując, nie umiem powiedzieć, który poród był łatwiejszy. Gdyby nie to, że byłam wyczerpana z głodu i niewyspania, to na pewno ten drugi, mimo braku znieczulenia. Od odejścia wód do urodzenia Tadzia minęło niecałe 45 minut, z czego 11 to skurcze parte. Cieszę się tylko, że nie czekałam na odejście wód w domu, bo moglibyśmy nie zdążyć :)

Na pewno na moje pozytywne wrażenia wpłynął cudowny personel Pro-Familii. Pan dr Lisiecki (młody, wyluzowany, uśmiechnięty i bardzo wspierający) i pani położna Teresa Hagen, która swoim doświadczeniem i wsparciem zapewniła mnie, że dam radę urodzić 4 kg bez znieczulenia. Będę im na zawsze wdzięczna za to, że z kolejnego porodu mam równie wspaniałe wspomnienia co z pierwszego.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
Kurczak
SuperMama
 
Posty: 4258
Rejestracja: 17 lis 2012, 11:14
Has thanked: 21 times
Been thanked: 54 times

Poprzednia

Wróć do Sprawy okołoporodowe

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

cron