Zdarzyło mi się w życiu pełnić rolę opiekunki dzieci zarówno w ich domach, jak i w żłobku oraz przedszkolu. Pracując w przedszkolu napatrzyłam się na wielu różnych rodziców, różnych sytuacji, które przyznam nie mieściły mi się w głowie. Było to min. przyprowadzanie dziecka z 40 stopniami do przedszkola, zostawianie malucha na 12 godzin, i nikt mi nie wmówi, że to dziecko musiało tam tyle czasu spędzić (oczywiście co innego gdyby to był pojedyńczy przypadek, ale taka sytuacja zdarzała się nagminnie). Jednak największym zaskoczeniem (negatywnym) było zostawienie w żłobku 4 miesięcznego dziecka, którego mama dodatkowo chwaliła się, że idzie do fryzjera, na kawę z przyjaciółką i gdzieś tam gdzieś tam. W sumie nie moja sprawa gdzie ona łaziła, ale zdecydowanie byłam zdania że ta kobieta nie miała sumienia. To maleństwo siedziało w przedszkolu od 7 do 16 (9 godzin) - nie wiem czy to będzie dobre stwierdzenie, ale po pewnym czasie zaczęłam się zastanawiać kto jest bliższy temu dziecku. Czy opiekunki, czy mama?
Zaczęłam z grubej rury, ale więcej (zdecydowanie) było pozytywnych sytuacji
Jeśli o mnie chodzi, to bardzo szybko przywiązywałam się do maluchów, lubiłam spędzać z nimi czas, czasem aż mnie ściskało gdy dzieciaki przestały chodzić, a jak już przestałam tam pracować i pomyślałam, że więcej nie zobaczę moich urwisów, to był potok łez.
Dla mnie największa nagrodą było to, gdy maluch piszczał z radości na mój widok, i nie chciał wracać do domu - oczywiście tutaj przejawiała się dość spora niechęć ze strony mamy, co było całkowicie zrozumiałe - no bo jak jej własne dziecko może woleć kogoś innego niż ona? Ale świadczyło to także o tym, że jest mu dobrze, że nie dzieje się krzywda i otoczony jest... cóż, miłością, może nie matczyną, ale to także pewnego rodzaju miłość.
Pomijając te wszystkie bardziej intymne aspekty, dziecko chodząc do przedszkola uczy się przede wszystkim współdziałania w grupie, przestaje być pępkiem świata (co najczęściej wychodzi mu na dobre), staje się samodzielne, zaradne, szybciej się rozwija i tym samym daje mamie i tacie tak wiele powodów do dumy. Jednak wielu rodziców zadaje sobie pytanie, czy ich dziecko "dorosło" do tego, aby zacząć funkcjonować samodzielnie w takiej grupie, czy w jakiś sposób nie wpłynie źle na dalszy rozwój tego małego człowieka, czy da sobie radę, czy będzie potrafiło się zaaklimatyzować, czy nie będzie mu się działa krzywda, czy może lepsza byłaby edukacja domowa?
No to jak jest u Was? Boicie się o swoje dzieci, czy puszczacie je na głęboka wodę?


po pierwsze bo musi a po drugie bo chcę. On aż się rwie jak widzi dzieci, potrafi się ładnie bawić z innymi 















Też tak mam











