Laurka już się zaaklimatyzowała, rano jest pierwsza przy drzwiach na hasło idziemy do przedszkola. W przedszkolu zdarza jej się zapłakać z rana ze 3 minutki jeśli widzi, że wychodzę. W ciągu dnia jest ok. I zdarzył się mały cud, na który mówiąc szczerze liczyłam bardzo posyłając Laurkę do przedszkola. Z dnia na dzień Laura je co raz więcej. Wczoraj zjadła całe śniadanko czyli zupę mleczną i bułkę z wędliną. Potem na obiad 2 x zupa

i 2x drugie danie (kasza gryczana z gulaszem)

i podwieczorek ryż z jabłkiem i śmietaną

a Pani mi się śmiała, że na niejadka to ona nie wygląda w obliczu tego ile zjadła

a potem pojechaliśmy od razu do marketu i Laura ciągle wołała am. wszystko chciała z półek ściągać i od razu konsumować

i za to kocham przedszkole!!!!
Natomiast dzisiaj Lusia musiała zostać w domu bo zakatarzona jest okrutnie. Wytrzymała 6 dni w przedszkolu. I jak wychodziłam z Maksiem to ona była wściekła i zapłakana, że ona nie jedzie. Zaczęła zakładać buciki i złapała kurteczkę i też chciała iść do dzieci moja bidulka.