Był okres adaptacyjny? Stopniowo zwiększałyście czas przebywania maluchów w placówce? Mogłyście towarzyszyć dzieciom przez pewien czas na sali? Były problemy z jedzeniem, zasypianiem? W skrócie: podzielcie się, proszę, swoimi doświadczeniami.
My rozpoczynamy przygodę ze żłobkiem (prywatnym). Przez trzy dni córka przez godzinę/półtorej była w klubiku a ja razem z nią. Na początku była bardzo zdziwiona i nie chciała wejść do sali ani ze mną ani z "ciocią". Dopiero po kilku minutach udało się ją przekonać. Po dłuuuższym czasie zainteresowała się zabawkami. Wiedziała, że jestem w okolicy. Starałam się nie rzucać w oczy. Gdy dzisiaj wyszłam na korytarz przez kilka minut była zajęta zabawą, później inny maluch zaczął płakać, moja mała była zdezorientowana, podbiegła do drzwi i mówiła "mama".
Pod koniec tego krótkiego pobytu była za każdym razem zmęczona i marudna, bo zbliżała się pora jej drzemki. Właśnie te drzemki m.in. mnie martwią. Dzieci (jeśli w ogóle) idą spać później niż ona zazwyczaj. Musi się przyzwyczaić. Zobaczymy jak to będzie. Jutro zostanie już sama w żłobku na godzinę/półtorej.
Wiktor
dzisiaj był sukces - wyszła w tej samej bluzce co była zaprowadzona
infekcji, odpukać, przestała chorować. Do żłobka chodzi na 9:00 i odbieram ją o 15:00.



















