Często reagujemy krzykiem czy oburzeniem na zachowanie dzieci dotyczące używania takich urządzeń i dzieci myślą, że jesteśmy na nie źli bo robią coś nie tak. A przecież dla nich te urządzenia to normalna sprawa, one w to wrastały od początku i traktują je jak lodówkę czy zegar. Ważne, żeby najpierw zrozumiały, dlaczego w ogóle taka rozmowa ma miejsce. Żebyś wyjaśniła, że jak Ty byłaś w takim wieku to nie było takich problemów i nie bardzo wiesz, jak sobie z tym poradzić. Poproś ich o pomoc w znalezieniu rozwiązania dobrego dla wszystkich. Zróbcie burzę mózgów, zapiszcie wszystkie propozycje jakie padną (nawet najbardziej absurdalne), a potem o nich po kolei porozmawiajcie. Odrzućcie te, których nie da się zrealizować, a na końcu wybierzcie rozwiązanie, które będziecie testować przez tydzień. Jeśli ono się nie sprawdzi, warto szukać dalej
Bywa też tak, że rozwiązanie sprawdza się przez długi czas,a potem nagle dzieci znowu zaczynają się buntować. To kwestia zmian, jakie zachodzą w nich i w waszej rodzinie i jest to zupełnie normalne. Wtedy ponownie trzeba znaleźć nowe rozwiązanie. Najważniejsze, żeby to dzieci wybrały spośród propozycji bo to ich dotyczy problem. Zaopiekuj się swoim poczuciem bezpieczeństwa i powiedz głośno o tym, że zależy Ci na ich zdrowiu oraz dobrym samopoczuciu i że chciałabyś, żeby to rozwiązanie brało to pod uwagę.
Gdy mają grać to samodzielnie ustawiają zegar na kuchence, a gdy zaczyna pikać, wiedzą, że muszą wyłączyć i odłożyć tablet na półkę. Na początku był z tym problem, ale odwoływałam się do umowy i byłam stanowcza oraz uprzejma (Kocham Cię i mówię "nie" ). Uważnie obserwuję w co grają, i jak reagują po czasie grania, czy jest problem z odłożeniem tableta. Jeśli pojawia się płacz czy piski, rozmawiam z nimi gdy się uspokoją, skąd taka reakcja, co ich tak zdenerwowało. I tłumaczę, że tak objawia się uzależnienie i dlatego nasza umowa obejmuje określony czas gry. Na ogół jednak nie ma z tym problemu. My sami z mężem raczej nie gramy w gry, a czytamy książki. Dzieci najbardziej uczą się przez naśladownictwo więc zaobserwuj jak to jest u was i czy przypadkiem nie jest tak, że mówisz dzieciom, że nie mogą grać albo używać telefonów komórkowych, ale bardzo często sama zaglądasz do komórki 
natalia_kukula pisze:Jak podoba Ci się ta propozycja?

Jeśli mocno to wpływa na życie rodzinne to zrobić zebranie i pogadać na ten temat, można odegrać scenkę, że to wy okłamujecie w czymś dzieci i zapytać co wtedy czuły, co pomyślały. Tłumaczyć nie, że kłamać nie można, ale mówić po prostu, że lepiej jest mówić prawdę.
To nam jest trudno przyjąć sposób, w jaki to robią. I jasne, że można rozmawiać i tłumaczyć, że to sposób, który rzadko jest akceptowany w społeczeństwie i warto znaleźć sobie inny. Ale z doświadczenia wiem, że dzieci doskonale to wiedzą. Pamiętajcie, że one najgorzej zachowują się w domu, przy mamie na ogół. A dlaczego? Bo nam ufają, bo wiedzą, że w domu MOGĄ. Mój syn w szkole nigdy nie miał takiego napadu złości,w domu zdarza mu się często. To jest też tak, że dzieci kumulują w sobie emocje często z całego dnia i gdy ta złość wybuchnie w domu, to już jest totalny odjazd 

Trzeba rozmawiać z dziećmi, że emocje to normalna sprawa i że to nic złego. Złe mogą być tylko sposoby ich wyrażania i mówię tutaj o sposobach, które krzywdzą innych czyli gdy w złości dziecko reaguje biciem itd. Wtedy zdecydowanie warto uczyć wyrażać je w inny sposób i pokazywać, że ktoś może cierpieć przez nasze reakcje. Co do emocji to wiem też, że zarówno dzieci, jak i dorośli mają ograniczoną ich gamę

Oczywiście Wy jako rodzice wspierajcie ich w poszukiwaniach swoich sposobów na wyrażanie emocji. Podpisuję się pod tym co napisała natalia_kukula.
AgaGrusiecka pisze:Dzieci 6letnie są mniej stabilne emocjonalnie niż pięciolatki. Może nam się wydawać, że jest to taki regres. W tym wieku dzieci są silniej skoncentrowane na sobie, w bardzo łatwy sposób przechodzą od radości do złości i odwrotnie.
Trudno jest zachować cierpliwość. Ale warto też zastanowić się dlaczego tak nam z tym trudno. Mamy niestety schematy "wgrane" z naszego dzieciństwa, pewne przekonania, które głęboko w nas tkwią. Roczniki lat 80 są mega pokiereszowane jeśli chodzi o psychikę, spotykam się z tym na co dzień. I walka z tym co mówi głos w naszej głowie : "On/a nie może tak robić, jestem jego/jej matką.", "Nie powinien/powinna się tak zachowywać","Co on/a sobie myśli?", "Robi mi na złość","Czemu on/a się tak okropnie zachowuje?","Zdecydowanie przesadza, chyba trzeba się trochę za niego/nią wziąć"," Muszę pokazać, że ja tu rządzę, a nie on/a!","Chyba jestem zbyt łagodna, to całe dogadywanie się z nim/nią wcale nie działa." Większość z nas tak ma, nawet jeśli nie cały czas to często takie myśli się pojawiają. Bo od naszych rodziców przejęliśmy przekonanie, że dziecko powinno być ciche i spokojne, słuchać bezwzględnie rodziców, robić to, co oni każą i nie wychylać się za bardzo, nie wyróżniać, żeby "ludzie nie gadali." Jeśli ktoś tego uniknął w dzieciństwie okraszonym PRLem to szczerze zazdroszczę, u mnie wymagało to gigantycznej pracy nad sobą, żeby zmienić te przekonania i poprzestawiać sobie w głowie.
Teraz najbliższe są 17 marca, trwają 5h. https://www.facebook.com/events/1885475578227436/ Rodzice biorą czynny udział, właściwie cały czas są ćwiczenia, w których mogą wejść w rolę dziecka i zobaczyć jego perspektywę, dowiedzieć się dlaczego zachowuje się tak,a nie inaczej. To mocno zmienia perspektywę i wiele osób mi mówiło, że po czymś takim coś "kliknęło" w ich głowach i przestali myśleć, że dziecko robi na złość. Także zapraszam
Tym bardziej, że dziś z okazji Dnia Kobiet jest 10% zniżki na marcowe warsztaty
Najlepszego Kobiety ! 


Wróć do Specjaliści o wychowaniu
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości