szaraczarownica pisze:byłam święcie przekonana, że Staś będzie łysy.
A ja odwrotnie - byłam pewna, że moje dziecko będzie miało włosy, niekoniecznie bujną czuprynę, ale włosy musiały być, dostał takie geny, że nie było innej możliwości

Żartowałam, że jeśli urodzi się łysy, to znaczy, że to nie moje dziecko

Kiedy podczas porodu położna powiedziała, że widać już główkę i spytała czy chcę dotknąć, moja odpowiedź brzmiała "nie, ale czy ma włosy?"
A pierwsze spotkanie, hmm, zaraz po porodzie nie widziałam jego buźki, bo położne położyły go plecami do mnie i go intubowały, świetnie pamiętam, jak kazały mi podtrzymać go za tyłek i moja ręka trafiła od razu na miękkie "coś", co nie pozostawiało wątpliwości, że urodziłam syna

Potem szybko go zabrały, więc tak naprawdę zobaczyłam jak wygląda jakieś 2 h po porodzie, kiedy przyniesiono mi go na salę. Cóż, pierwsze wrażenie - nie jest za przystojny

Zapuchnięta czerwona twarz w dziwnym kształcie, szeroki nos z białymi kropkami, krzaczaste brwi, posklejane włosy - Mąż mówi mi "jaki śliczny", a ja sobie myślę, że chyba ta miłość, która na niego spadła, uszkodziła mu wzrok
Żeby nie było - kilkanaście godzin po porodzie z mojego brzydkiego kaczątka zrobił się już piękny łabędź 
Chwilę potem - o Boże, jaki on jest podobny do taty (moim zdaniem przystojnego faceta

)

Zawsze wkurzało mnie debatowanie do kogo podobne są takie malutkie dzieci, ale podobieństwo było wtedy po prostu uderzające
