Obecnie nasz schemat snu wygląda tak:
pobudka różnie od 5 do nawet 7:40 (zdarzała się i 8, ale kilka razy)
drzemka od 12 do 13:30-14, chociaż w ciągu kilku ostatnich dni zdarzyło się, że zasadzał się, żeby spać dłużej (dzisiaj na przykład dopiero się powoli wybudza)
sen nocny około 20
Wolałabym, żeby w nocy spał 12h nawet rezygnując z drzemki. Tylko za bardzo nie wiem jak to osiągnąć, bo bardzo często o 11:45 sam przychodzi, żeby go położyć, bo jest zmęczony (no jasne, skoro się nie wyspał). Czy skracanie drzemek może coś dać, czy sam fakt zaśnięcia w ciągu dnia zniweczy wizje długiego nocnego snu? Miałam patent na zejście z dwóch drzemek do jednej, ale tam to było przesunięcie o maksymalnie 2 godziny. Tu bym go musiała przetrzymać minimum 8 i jakoś tego nie widzę
Nie ukrywam, że brak drzemki byłby mi nawet na rękę, bo rano z domu wyjść nie zdążymy ze względu na poranne obowiązki i przygotowanie obiadu, a z kolei po jego drzemce to jest godzina 15 i jak mam z nim iść na zakupy, to szlag mnie trafia, bo już są wszędzie tłumy. A tak to mogłabym wyjść około 10 i wrócić dopiero po 14 na obiad.











Teraz akurat siedzi w domu ale jak chodzi do przedszkola to muszę ją budzić