Mój mąż był zachwycony mozliwością bycia przy nas podczas porodu. Zreszta faktycznie bardzo mi pomógł w pierwszej fazie porodu. Podtrzymywał mnie jak spacerowałam po oddziale, "woził" za mną stojaczek z kroplówką z oksy

, podtrzymywał mnie na piłce, a podczas skurczów mocno mnie przytulał i podtrzymywał, tak ze w zasadzie wieszałam sie na nim jak był szczyt skurczu.
W fazie parcia, przypominał mi o oddychaniu, a nawet sam oddychał tak że ja oddychałam za nim kiedy o oddychaniu zapominałam, podtrzymywał mi głowę i trzymal mnie za rękę.
Po wszystkim sam przeciął pępowinę, a potem zgodnie z naszymi ustaleniami byl cały czas przy Amelce, kiedy była ważona, mierzona i badana przez lekarza.
Nie wyobrażam sobie być tam bez niego. Dla mnie był nie tylko bardzo pomocny, czuły ale przede wszystkim dawał mi oparcie i poczucie bezpieczeństwa. Zresztą dla niego również okazało się to niezwykłym przeżyciem i sam mówi o tym, że jeśli będziemy mieli drugie dziecko to on bardzo chciałby znów móc przeżywać te chwile razem ze mną
