Ja mam porównanie, bo pierwszego synka karmiłam od pierwszego dnia butelką. Nie chciałam i już. W szpitalu nikt mi nie robił z tego powodu wymówek, nie czułam się gorsza, ani nie miałam wyrzutów sumienia, że krzywdzę dziecko. Po porodzie miałam taką anemię, że lekarz rodzinny aż się zdziwił, że mnie wypuścili do domu, a mleko w piersiach wcale się nie pojawiło.
Karmienie butelką było dla mnie wygodne, a tatuś był również zachwycony, że te chwile może spędzić z synkiem. Jak miałam ochotę to mogłam wyjść na miasto i się zabawić. A w zasadzie zadowolona mama to i szczęśliwe dziecko.
Olafa, drugiego robaczka, karmię piersią i od samego początku byłam zdeterminowana na karmienie piersią, tak więc w szpitalu położne miały kategoryczny zakaz podawania dziecku czegokolwiek przez butelkę.
Zdecydowałam się, bo miałam nadzieję, że dzięki temu drugie dziecko będzie zdrowsze. Ale chyba na zdrowie i alergie sposób karmienia nie ma za dużego wpływu.
Mogę stwierdzić, że przy jednym dziecku, karmienie piersią byłoby fajne, przynajmniej na początku. Dzięki temu więcej czasu spędza się przytulonym do dziecka (i to chyba właśnie jest ta więź, o której wszyscy "cyckownicy" tak mówią), człowiek się nie spieszy, można sobie poleniuchować z dzieckiem w łóżku.
Jak teściowa nas wkurza, bo ciągle nosi dziecko, można je zabrać, wyjść z pokoju pod pretekstem karmienia i nie wychodzić przez godzinę
Jednak przy drugim dziecku, karmienie piersią jest trochę uciążliwe i czasochłonne.
Tymon się denerwuje, że tak długo to trwa, że nie mam dla niego czasu.
Najgorsze momenty, to takie gdy karmię Olafa, a Tymon kończy "posiedzenie króla" i woła żeby wytrzeć mu pupę.
Nigdy nie wiem, który ma poczekać
Przeważnie obaj są wściekli. Przynajmniej jest po równo
No i Tymon jak zobaczył, że braciszek leży z mamą i tatą w łóżku podczas nocnego karmienia, zaczął do nas przyłazić w nocy i koniecznie chce spać z nami
Chwile karmienia czy to piersią czy też butelką powinny być przyjemne, spokojne i relaksujące, a nie pełne stresu, niechęci czy wyrzutów sumienia.
Tak więc uważam, że szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko.
