U nas typowych starań nie było. We wrześniu 2010 ze względu na wysoki poziom trójglicerydów i cholesterolu odstawiłam tabletki, a jako że nie stosowaliśmy innych zabezpieczeń, braliśmy pod uwagę fakt, że może się coś przytrafić. Oboje byliśmy już gotowi na dziecko, więc nie byłaby to dla nas żadna tragedia, gdyby się okazało, że zaskoczyliśmy. Szok jednak był mega wielki i ja sama do samego końca nie wierzyłam, że to ciąża. Najpierw spóźniał się okres, ale nie zaniepokoiło mnie to szczególnie, bo nieraz miałam przesunięcia, później zaczęły boleć mnie piersi i byłam strasznie senna przez kilka dni. W Dzień Mężczyzny 10 marca jak byliśmy w knajpce u chińczyka coś mnie podkusiło, żeby pójść do apteki naprzeciwko i kupić test. Zrobiłam w domu, byłam święcie przekonana, że robię po to, żeby się upewnić, że nie jestem w ciąży, a tu pojawiła się wielka czerwona krecha; wyszłam z toalety do Jarka (jeszcze wtedy nie byliśmy małżeństwem), rozpłakałam się i zapytałam: "I co my teraz zrobimy?"

To był szok i taka moja reakcja, później po ochłonięciu przyszła radość, niedowierzanie i już było super:) W międzyczasie Jarek mi się oświadczył, ślub mieliśmy 11 sierpnia 2011, a 30 września przyszła na świat Emilka jako prezent z okazji Dnia Chłopaka:) Dziś już nie wyobrażamy sobie bez Niej życia:)