We wtorek obudził się zlany potem, był osłabiony i płakał, że bardzo go bolą nóżki. Nie było innych objawów. Myślałam, że bóle wzrostowe, bo znów urósł mi trochę.
O 10 miałam telefon, że Maksio się pokłada. Leży tylko na materacyku i płacze, że nóżki go bolą.
Pojechałam po niego. Szedł do domu, więcej energii, mówił, że już go trochę bolą.
Myślałam, że ściemniał, bo w przedszkolu nie chciał siedzieć.
Miał iść w środę do przedszkola.
W nocy 38 stopni, pokasływanie.
Wczoraj byliśmy u lekarza, wirus to na pewno. Łagodnie przechodzi.
Podobno teraz panuje taki wirus powodujący zapalenie mięśni łydek???
Może dojść nawet do tego, że dziecko przez kilka dni nie jest w stanie chodzić i utrzymać się na nogach. Po kilku dniach mija. Leczenie - Neosine/Groprinosin i zbijanie ewentualnej temperatury.
U nas dziś jest lepiej, chociaż dalej mówi, że bolą go nóżki...















Potrafi odróżnić kaszel alergiczny od infekcyjnego nie gorzej, niż rodzice alergików
Pewnie uczucie było by silniejsze, gdyby Staś zimą nie miał alergii zupełnie

[/url]